Splendor nadchodzących czasów

Przez tysiące lat ludzie żyli w przekonaniu, że świat przyszły nie będzie istotnie różnił się od świata, jaki znają. Kiedy jednak spojrzymy na historię nowoczesnej Europy, zobaczymy niemal niezachwianą wiarę w postęp i towarzyszące jej liczne projekty politycznego zbawienia. Świat, którego oczekiwano, miał być światem doskonałym. Norman Cohn poszukuje starożytnych źródeł europejskiej wiary w ostateczny koniec historii.
alternatywny txt

Kliknij by powiększyć

Bogowie ukształtowali świat, oddzielając niebo od ziemi i nadając rytm przyrodzie. Nie byli jednak wystarczająco potężni, by uczynić świat doskonałym.

Starożytni Egipcjanie, Sumerowie czy Babilończycy wierzyli, że kosmiczny porządek powstał z chaosu. Byli także przekonani, że chaos może wrócić w każdej chwili. Konstrukcja świata była krucha, a żywioły niweczenia nigdy nie dawały za wygraną.

Codzienne doświadczenie potwierdzało słuszność tego przekonania. Powodzie, ataki drapieżników, choroby czy wojny były namacalnymi świadectwami napierającej destrukcji. Ciągła niepewność jutra – a taki stan rzeczy nie był niczym niezwykłym przez tysiące lat – bardzo sprzyjała wiarygodności mitów starożytnego Wschodu. Przede wszystkim tego ich wątku, który mówił o codziennej walce bogów o ocalenie chwiejnego kosmosu.

Świat ludów starożytnego Wschodu był więc stale zagrożony, ale też zasadniczo niezmienny. Przyszłość miała wyglądać tak samo jak teraźniejszość.

Zaratusztra obiecuje zbawienie

Co się jednak działo gdy lud został podbity? Bogowie zwycięzców wydawali się mieć większą moc od bogów wspierających tych, którym się nie powiodło. Przegrani z czasem porzucali ich, a nowy panteon definiowany był przez silniejszych.

Była też jednak inna możliwość. Przegrywający mogli przekuć swoją słabość na własną korzyść. Potrzebna była w tym celu nowa narracja, przedstawiająca aktualne porażki jako drogę prowadzącą do wielkiego spełnienia w przyszłości. Chociaż przegrywamy tu i teraz, to w finalnej batalii – dzięki wsparciu najpotężniejszych sił kosmicznych – do nas będzie należało zwycięstwo. Ból może zostać uśmierzony przez obietnicę zbawienia.

Taka narracja pojawiła się po raz pierwszy u Irańczyków, a opowiedział ją Zaratusztra, twórca jednej z największych religii starożytności. Początki zaratusztrianizmu Norman Cohn umieszcza między XV a X wiekiem p.n.e. (rzecz jest przedmiotem sporu wśród historyków) i wiąże je z ważnymi napięciami społecznymi dotykającymi wspólnoty Irańczyków.

Te spokojne plemiona, składające się wyłącznie z pasterzy i kapłanów, stały się w tym czasie obiektem ataków wyszkolonych w Mezopotamii wojowników indoaryjskich. Ci ostatni, korzystając z nieznanych wówczas na tym obszarze świata rydwanów, uprowadzali całe stada bydła i zabijali tubylców. Skala tych ataków zmusiła plemiona irańskie do porzucenia dotychczasowego stylu życia. Zaratusztrianizm stał się religią przynoszącą im pocieszenie.

Walka dobra ze złem

Zaratusztra wydawał się nie mieć wątpliwości, że na świecie żyją dwa rodzaje ludzi: dobrzy pasterze oraz nikczemni wojownicy kradnący bydło.

Z serii objawień, jakich doznał, a które zostały spisane w Aweście, najważniejszej księdze zaratusztrianizmu, wyłania się dramatyczna historia świata. Na początku istniały tylko dwa duchy pierwotne. Ahura Mazda – zwany również Panem Mądrym – zgodnie ze swą naturą podąża drogą asza, oznaczającą porządek, sprawiedliwość i najwyższą mądrość. Jego przeciwnik, Angra Mainju, wybrał drug, czyli kłamstwo, fałsz i chaos. Cała rzeczywistość jest manifestacją starcia tych dwóch potężnych sił.

Aby pokonać swojego wroga, Ahura Mazda stworzył uporządkowany świat. Skutkiem jego kreacji były niebo, woda, ziemia i ogień, a także istoty ożywione: jedna roślina, jedno zwierzę i jeden człowiek. Świat ten był doskonały, panowała w nim asza, zaś sojusznicy Pana Mądrego – Święci Nieśmiertelni – przenikali wszystkie jego elementy.

Tę idyllę zburzył Angra Mainju. Przebił niebo, zasolił wody, wielkie obszary ziemi zamienił w pustynie. Skalał nawet ogień – traktowany przez Irańczyków jako symbol czystości – dodając do niego dym. Angra Mainju, podążający drogą kłamstwa, zabił wreszcie wszystkie istoty żyjące. Rozpoczął się “czas zmieszania”.

Odpowiedź Ahura Mazdy na ten akt agresji była zdecydowana. Pan Mądry w miejsce zabitych pojedynczych stworzeń powołał do życia wiele roślin, wiele zwierząt i wielu ludzi. Powstał świat w znanym kształcie, a jego dynamika miała ostatecznie przesądzić o zwycięstwie asza nad drug w przyszłości.

Człowiek – zgodnie z przesłaniem zaratusztrianizmu – musi dokonać wyboru. Ludzie, którzy pójdą drogą asza, staną się sojusznikami Ahura Mazdy. Będą składać ofiary bogom, wzmacniając w ten sposób ich moc, niezbędną w walce z Angra Mainju. Będą także  swoim prawym życiem (jako pasterze!) rozszerzać królestwo sprawiedliwości. Będą wreszcie starannie oddzielać siły dobra od sił zła w każdym aspekcie swojego życia (zaratusztrianizm antycypuje żydowskie pojęcie koszerności).

Batalia kosmicznych potęg

Po śmierci każdy człowiek będzie musiał przejść przez most, na którym zważone zostaną jego zasługi na rzecz asza. Dusze sojuszników Pana Mądrego wejdą do nieba, gdzie czeka ich szczęśliwa egzystencja. Słudzy Angra Mainju zostaną strąceni do otchłani, w której będą cierpieli katusze. Idea piekła – przekonuje Norman Cohn – pojawiła się po raz pierwszy właśnie w zaratusztrianizmie.

To wszystko stanowi jednak tylko preludium do finalnego starcia. Na końcu “czasu zmieszania” nastąpi wskrzeszenie umarłych, co dla Zaratusztry oznacza powszechne zmartwychwstanie ciał (rewolucyjna idea!).

Cała ziemia pokryje się płynnym metalem, przez który będą musieli przejść wszyscy przywróceni do życia. Sprawiedliwi odczują to jak brodzenie w ciepłym mleku, ludzie źli natomiast zginą w rozpalonym metalu. Ahura Mazda odniesie ostateczne zwycięstwo. Na ziemi zapanuje niepodzielnie asza, a sprawiedliwi będą cieszyli się wieczną szczęśliwością.

Walka z siłami chaosu, która wydawała się być dla Egipcjan czy mieszkańców Mezopotamii stałym przeznaczeniem świata, u zaratusztrian ma w przyszłości zakończyć się ostatecznym zwycięstwem sprawiedliwego ładu.

Jahwe karze Izraelitów

Jeśli zaratusztrianizm przynosił pocieszenie irańskim pasterzom marzącym o świecie bez bandytów kradnących bydło, to religia starożytnych Izraelitów pozwalała słabemu i upokarzanemu ludowi snuć fantazje o własnej wielkości, która nadejdzie w przyszłości.

Wierzenia Żydów przez długi czas nie różniły się w sposób istotny od wierzeń innych społeczeństw Bliskiego Wschodu. Zanim lud Izraela poczuł się narodem wybranym, stał na gruncie tradycyjnego politeizmu.

Odkrycia archeologiczne, ale także wnikliwe studia biblijne, pozwalają stwierdzić, że Jahwe traktowano początkowo jedynie jako boga przyrody. Był on patronem Izraelitów (podobnie jak Marduk u Babilończyków) i z tego powodu należały mu się specjalne względy. Był jednak tylko jednym z bogów. Nie składał swojemu ludowi żadnych obietnic, a przyszłość Izraelitów wydawała się być równie niestabilna i niepewna, co teraźniejszość.

Kiedy jednak Izraelici zaczęli ponosić coraz bardziej upokarzające klęski, a oba ich państwa popadły w zależność od Asyrii, w ich religii zaczęły się dziać rzeczy dość oryginalne.

W miastach Izraela i Judy pojawili się prorocy, a wraz z nimi nowa myśl. Otóż polityczne i militarne porażki nie są świadectwem słabości Jahwe i siły bogów wroga. Jest odwrotnie: Jahwe właśnie demonstruje swoją moc, karząc niewiernych Izraelitów! Ich cierpienia są sprawiedliwą represją za oddawanie czci innym bogom. Ozeasz (prawdopodobnie pierwszy z proroków, który wpadł na ten pomysł) dość bezceremonialnie przyrównał niewierny lud Izraela do prostytutki.

Przekaz proroków z VIII i VII wieku p.n.e., został rozbudowany do spójnej teologii przez pisarzy tworzących ruch deuteronomiczny. Prawdopodobnie w VII wieku powstaje Księga Powtórzonego Prawa, a do słownika izraelickiej religii wchodzą pojęcia wybrania i przymierza.

Jahwe przestaje być zwykłym bogiem przyrody. On wyprowadził lud Izraela z niewoli egipskiej (Cohn odnotowuje, że tradycja Exodusu znana była już w VIII wieku i nie wyklucza, że wyjście jakiejś liczby Hebrajczyków z Egiptu mogło rzeczywiście mieć miejsce pięć stuleci wcześniej) oraz umożliwił podbój ziemi obiecanej (w istocie zasiedlanie Kanaanu miało charakter stopniowy i pokojowy).

Bóg Izraelitów będzie w dalszym ciągu sprzyjał wybranemu przez siebie narodowi, ale w zamian za to oczekuje od niego przestrzegania Prawa oraz wyłącznej uwagi. Pan ma na imię Zazdrosny.

W Babilonie nie ma bogów

Zasadniczy impuls tej nowej teologii nadały jednak wydarzenia z początku VI wieku. Wtedy właśnie Juda ponosi ostateczną klęskę, świątynia Salomona w Jerozolimie zostaje zburzona, zaś elita Żydów – deportowana do Babilonu. Świat powracał do stanu chaosu.

Niewola babilońska stanowiła początkowo duże wyzwanie dla idei przymierza Jahwe z narodem wybranym. W Babilonie wszystko wydawało się przemawiać na niekorzyść żydowskich proroków. Bóg karze swój lud za niewierność, ale czy nie posuwa się zbyt daleko? Poza tym Żydzi spotkali się w Babilonie z kulturą dużo bardziej wyrafinowaną od własnej, a także wyższym poziomem życia. Może jednak są słabym narodem, którym opiekuje się równie bezsilny bóg?

Dylematy tego rodzaju rozwiali dwaj prorocy czasu wygniania. Ezechiel i Deutero-Izajasz, bo o nich tu mowa, ocalili teologię wybrania i przymierza, nadając jednocześnie jej kształt, który – jak się wydaje – przesądził o późniejszym charakterze judaizmu, a także chrześcijaństwa.

Prawdą jest, że Jahwe karał Izraelitów za niewierność, jednak teraz ten czas dobiegł końca. Bóg, który przed wiekami wyprowadził lud swój z ziemi egipskiej, niedługo uwolni go także z jarzma babilońskiego. Przesłanie Ezechiela jest jednoznaczne: dziś sytuacja wydaje się tragiczna, ale przyszłość należy do narodu wybranego! Jahwe zbierze w końcu rozproszony Izrael, wyznaczy mu nowego Dawida, pozwoli wrócić do Palestyny i wybuduje nową świątynię na górze Synaj.

Gdyby obietnica wielkiego powrotu nie przekonała kogoś do wierności Jahwe i powstrzymywania się od asymilacji z Babilończykami, anonimowy prorok zwany Deutero-Izajaszem wyłożył na stół ostateczny argument. Nie należy oddawać czci bogom babilońskim nie tylko dlatego, że nie podoba się to Jahwe. Bogowie babilońscy w istocie nie istnieją! Nie ma żadnych bogów, poza bogiem Izraela!

Jahwe musi być jedynym i wszechmocnym bogiem. W przeciwnym razie mógłby nie poradzić sobie ze skomplikowaną operacją zebrania rozproszonych Izraelitów i przekazania im ponownie ziemi obiecanej. Tu tkwią źródła żydowskiego (a może nawet jakiegokolwiek) monoteizmu.

Dla Deutero-Izajasza odbudowanie królestwa jerozolimskiego będzie jednak dopiero początkiem wielkiego aktu zbawienia. Jahwe zawrze nowe przymierze ze swoim ludem, dla którego przekształci pustynię w nowy Eden. Zgładzi także wszystkie narody, które przeciwstawiają się Izraelowi, inne zaś będą musiały mu służyć: “Twarzą do ziemi pokłon ci będą oddawać/i lizać będą kurz z twoich nóg”.

Jahwe jak Ahura Mazda

Obietnica zbawienia narodu żydowskiego musi wywoływać skojarzenie z naukami Zaratusztry. W obu przypadkach słaby i sfrustrowany lud znalazł pocieszenie w marzeniach o przyszłości. Im gorsza sytuacja, w której przyszło mu żyć, tym większy musiał być splendor nadchodzących czasów.

Interesujące zatem musiały być skutki spotkania się obu tych religii. Po upadku Babilonu w 539 roku p.n.e. Żydzi i Irańczycy znaleźli się na dwa stulecia w perskim imperium Achemenidów.

Wpływ zaratusztrianizmu na judaizm widać w żydowskich apokalipsach – w Księdze Daniela oraz w kilku tekstach apokryficznych, zwłaszcza w Pierwszej Księdze Henocha oraz Księdze Jubileuszów. Dotychczasowa tradycja żydowska uzyskuje w nich całkowicie nową interpretację.

Dzieje narodu wybranego urastają do rangi dramatu kosmicznego. Prawo przestaje być postrzegane w kategoriach przymierza Boga z jego ludem, a staje się wyrazem wszechogarniającego porządku, któremu podlegają tak ludzie (nie tylko Żydzi!), jak i gwiazdy.

Co więcej, żydowski Bóg zyskuje nowego, godnego siebie przeciwnika. Tak jak Ahura Mazda miał swojego Angra Mainju, tak zabiegi Jahwe próbuje zniweczyć książę Mastema. W Księdze Jubileuszów jest on przedstawiany jako istota nadprzyrodzona, będąca personifikacją wrogości wobec Boga. Na scenę Izraela wkracza więc szatan.

Dzieje świata stają się – jak w zaratusztrianizmie – starciem dwóch wielkich potęg. Szatan wraz z demonami występuje przeciwko Bogu, któremu z kolei towarzyszą zastępy anielskie. Ta walka przenika zarówno cały świat, jak i serce każdego człowieka.

Konfrontacja księcia światła z księciem ciemności będzie naturalnie miała swój finał. Na końcu dziejów Przedwieczny zstąpi z nieba ze swoim wojskiem anielskim i definitywnie pokona siły szatana. Bóg stworzy nowe królestwo, całkowicie odmienne od wszystkiego co istniało dotąd – w nowym świecie znikną wszelkie niedogodności życia.

Ale to jeszcze nie wszystko: w świetle Księgi Daniela Bóg na Sądzie Ostatecznym wskrzesi zmarłych! Zmartwychwstali męczennicy otrzymają wieczne życie w chwale, zaś wszyscy ci, którzy żyli wygodne na łasce tyrana (teksty apokaliptyczne powstawały w okresie żydowskich prześladowań Antiocha) zostaną skazani na straszliwe męki. Ta zaratusztriańska idea była całkowicie obca dotychczasowej tradycji hebrajskiej.

Jezus wypędza demony

Apokaliptyczne nadzieje były bardzo popularne w sekcie esseńczyków. Wśród rękopisów z Qumran Pierwsza Księga Henocha oraz Księga Jubileuszów odgrywały bardzo istotną rolę. Jednak zasadniczy impuls syntezie zaratusztrianizmu i judaizmu nadała dopiero sekta założona przez Jezusa.

Zaratusztriański dualizm eschatologiczny jest już centralnym motywem Ewangelii. Świat przenikają dwie potężne siły, dobra i zła. Armia szatana usiłuje dokonać destrukcji Bożego porządku, ponosząc odpowiedzialność za wszystkie nieszczęścia, jakie nawiedzają świat. Działania, których podejmuje się Jezus – leczenie, wypędzanie demonów i wybaczanie grzechów – są więc atakiem na to diabelskie królestwo.

Siły szatana – zgodnie z przesłaniem Nowego Testamentu – nie zachowają jednak bierności w obliczu utraty kolejnych przyczółków. Konfrontacja dwóch wielkich potęg będzie się nasilała. Jezus – jak przekonuje Norman Cohn – oczekiwał bezpośredniej interwencji Boga w krytycznym momencie. W bliskiej przyszłości miała nastąpić radykalna transformacja świata.

Królestwo Boże – czyli rządy Boga na odnowionej ziemi, będącej w istocie odzyskanym Edenem – miało jednak zostać odziedziczone przez ludzi specyficznego rodzaju. Jezus nie adresował swojego przesłania do możnych świata, chętnie zaś spotykał się z ludźmi zmarginalizowanymi.

Dobra nowina była głoszona przede wszystkim społecznym wyrzutkom, ludziom chorym, niepełnosprawnym, czy osobom wykonującym pogardzane zawody – prostytutkom i poborcom podatkowym. Nawet jeśli przesadą jest uznawanie Jezusa za pierwszego socjalistę, to jednak w jego działalności krył się niewątpliwie potencjał, z którego skorzystały kilkanaście stuleci później rozmaite europejskie ruchy emancypacyjne.

Prorok staje się zbawicielem

Zapowiedzi Jezusa nie sprawdziły się jednak. Zamiast przyjścia królestwa Bożego bohater Ewangelii zostaje ukrzyżowany. Dlaczego zatem chrześcijańska sekta nie upadła pod ciężarem niespełnionych obietnic?

W tym miejscu warto raz jeszcze sięgnąć do zaratusztrianizmu. Irański prorok przewidywał ostateczny triumf asza w niedalekiej przyszłości. Kiedy jednak nic takiego się nie zdarzyło, a sam Zaratusztra zmarł, jego rozczarowani uczniowie musieli na nowo przemyśleć nauki swojego mistrza.

Skutkiem tej refleksji był nowy obraz Zaratusztry. Twórca irańskiej religii przestał być postrzegany jako zwykły prorok – stał się przysłanym przez najwyższego boga zbawicielem świata. Jego narodzinom – jak się teraz okazało – towarzyszyły cudowne wydarzenia.

Znacznie ważniejsze jednak było to, że odejścia twórcy irańskiej religii nie uznano za ostateczne. Prorok nie umarł, ale zanurzył się w jeziorze. W odpowiednim czasie do jego lodowatej wody wejdzie dziewica, gdzie zostanie zapłodniona nasieniem Zaratusztry. W ten sposób narodzi się Saoszjant. Ostatecznie to on – będący swoistą reinkarnacją proroka – przyniesie w przyszłości światu zbawienie.

Tą samą drogą, tysiąc lat później, poszli uczniowie Jezusa. A zatem śmierć na krzyżu tylko pozornie była porażką – Chrystus zmartwychwstał! Skoro nie wypełnił swojej misji za życia, to z całą pewnością zrobi to po swojej śmierci. Wiara w zmartwychwstanie ocaliła młode chrześcijaństwo.

Na tym jednak nie koniec. Sama osoba Jezusa uległa radykalnej metamorfozie. Początkowo w zmartwychwstałym Chrystusie widziano – tak jak przed jego śmiercią – Mesjasza, który odbuduje dla sprawiedliwych Żydów królestwo Izraela. Z czasem jednak Jezus zaczął być postrzegany jako transcendentny zbawiciel i pełnomocnik Boga na Sądzie Ostatecznym. Powróci na ziemię, by w przerażającej bitwie pod Armageddonem ostatecznie rozprawić się z siłami zła.

Będzie to czas potwornej udręki. Zastępy szatana z przerażającą wściekłością przepuszczą szturm na świat. Będą temu towarzyszyły trzęsienia ziemi, ciemniejące słońce, głód i wojny. Ostatecznie jednak diabeł poniesie klęskę w tej wielkiej batalii, na ziemi zaś powstanie królestwo Boże. W tym całkowicie odnowionym Izraelu sprawiedliwi otrzymają wieczne i szczęśliwe życie. Słudzy diabła natomiast – zgodnie z tradycją sięgającą żydowskich apokalips – zostaną skazani na najpotworniejsze męki.

Kto zbawi Europę?

Całkowicie nowy świat, który miał niebawem nadejść, nie nadszedł jednak. Religie, które go wieściły, same z czasem zaczęły studzić oczekiwania eschatologiczne. Zaratusztrianizm przybrał w imperium perskim formę zerwanizmu, bezpiecznie oddalając na tysiące lat ostateczne spełnienie. Po pierwszej wojnie żydowskiej Sanhedryn oczyścił judaizm z obcych wpływów, ustalając kanoniczny kształt świętych księg. Chrześcijaństwo zaś na setki lat stało się konserwatywną religią wspierającą feudalny ład Europy.

Idee apokaliptyczne nie zniknęły jednak całkowicie. Ich nośnikami były funkcjonujące na obrzeżach średniowiecza ruchy millenarystyczne (Norman Cohn poświęcił im odrębną książkę). Odzyskały natomiast swoją siłę w Europie nowożytnej. Początkowo w ramach radykalnych ruchów religijnych, później jako fundament świeckich programów zbawienia.

Jakobinizm, socjalizm, bolszewizm czy nazizm obiecywały ostateczne spełnienie i koniec historii. Ale wcześniej wielkie starcie światła i ciemności, w tym pełne trwogi godziny próby. Droga do zbawienia musiała biec przez Armageddon.

Żadna z tych ideologii nigdy nie powstałaby na gruncie przekonania, że kształt świata jest zasadniczo niezmienny, a żmudna walka z napierającym chaosem jest przeznaczeniem wszystkich pokoleń. Zaratusztra co prawda nie zbawił świata, ale – razem z izraelskimi prorokami i deuteronomistami – udało mu się napisać historię Europy.

Norman Cohn, Kosmos, chaos i świat przyszły. Starożytne źródła wierzeń apokaliptycznych, przeł. Adriana Kurowska-Mitas, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2006.

Podziel się na:
  • email
  • Blip
  • Twitter
  • Facebook
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Drukuj

Tags : , , , ,

Nic, tylko idee

Razu pewnego Thomas Carlyle miał spożywać obiad z człowiekiem interesu, który – gdy miał już dość gadulstwa filozofa – zwrócił się doń z naganą: “Idee, panie Carlyle! Idee! Nic, tylko idee!”. Carlyle odpowiedział mu wtedy: “Był sobie raz człowiek o nazwisku Rousseau, który napisał książkę zawierającą nic innego, tylko idee. Drugie wydanie tej książki było oprawione w skóry tych, którzy śmiali się, gdy ukazało się pierwsze”.

Alasdair MacIntyre, Krótka historia etyki (tłum. Adam Chmielewski).

Podziel się na:
  • email
  • Blip
  • Twitter
  • Facebook
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Drukuj